- Mam coś dla ciebie.
- Hm?
*wysyła zdjęcie napoleonki*
- UMRZYJ CHUJU.
Produkt pierwszej potrzeby
(...)
- Weź, ja mam w szufladzie koło łóżka dwa wibratory.
- No, to mnie zaskoczyłaś.
- Ponieważ?
- Bo powiedziałaś, że nie lubisz zabawek.
- Ale wibrator to nie jest zabawka. To jest produkt pierwszej potrzeby.
Takie tam. Rozmowy z kolegą.
- Weź, ja mam w szufladzie koło łóżka dwa wibratory.
- No, to mnie zaskoczyłaś.
- Ponieważ?
- Bo powiedziałaś, że nie lubisz zabawek.
- Ale wibrator to nie jest zabawka. To jest produkt pierwszej potrzeby.
Takie tam. Rozmowy z kolegą.
Praktycznie
- Jakie jest twoje ulubione jedzenie?
- Takie, które robi się samo.
- W sensie szybko?
- W sensie jak mi je ktoś poda.
Gotowanie w 30 stopni w cieniu to oznaka masochizmu.
- Takie, które robi się samo.
- W sensie szybko?
- W sensie jak mi je ktoś poda.
Gotowanie w 30 stopni w cieniu to oznaka masochizmu.
Na ulicy
- Odwiozłam go, pożegnaliśmy się, przytulił mnie, tak jak zwykle zresztą, zawsze, kiedy się żegnamy, a potem ugryzł mnie w ucho. Na środku ulicy, czaisz? Ugryzł mnie. W ucho. TAK mnie ugryzł. Erotycznie. Nogi się pode mną ugięły.
- Obrączka z gorąca powinna ci się wtedy wtopić w palec.
- Ej, ej, ale powiedział, że przez wzgląd na mojego męża się ze mną nie prześpi.
- A, to jak dla mnie może ci je nawet odgryźć.
Przyjaciółki, mać.
- Obrączka z gorąca powinna ci się wtedy wtopić w palec.
- Ej, ej, ale powiedział, że przez wzgląd na mojego męża się ze mną nie prześpi.
- A, to jak dla mnie może ci je nawet odgryźć.
Przyjaciółki, mać.
Emocje
- I rozumiesz, oglądam ten serial, chlipię pod nosem, zgryzam paznokcie, smarczę w poduszkę, bo jest ona taka głupia i on taki piękny.. I leje deszcz i....
- I rozjebał mu perfekcyjną fryzurę.
- No stara, rozumiemy się bez słów.
- I rozjebał mu perfekcyjną fryzurę.
- No stara, rozumiemy się bez słów.
Wibrator
Któtka wymiana zdań z P.:
- Nie-na-wi-dzę jajeczkowania...
- Masz chcicę? - zapytałam ostrożnie.
- Mhm. - odparła.
- Słuchaj, ja ci naprawdę na urodziny kupię jakiegoś dyskretnego, wibrującego przyjaciela.
- Byś mnie lepiej zapoznała z dużym i żywym... Mogę ci nawet wskazać kilku konkretnych.
No i pozamiatane.
- Nie-na-wi-dzę jajeczkowania...
- Masz chcicę? - zapytałam ostrożnie.
- Mhm. - odparła.
- Słuchaj, ja ci naprawdę na urodziny kupię jakiegoś dyskretnego, wibrującego przyjaciela.
- Byś mnie lepiej zapoznała z dużym i żywym... Mogę ci nawet wskazać kilku konkretnych.
No i pozamiatane.
Nerdy
Mój mąż jest nerdem.
Nie wspominałam, że jestem mężatką?
No cóż, jestem od trzech lat. Z górkami, dołkami, jakoś to leci.
Ale o tym kiedy indziej.
Otóż, mój mąż jest nerdem i
generalnie dobrze zarabia. Dlatego ja mogę sobie pozwolić na
wieczne studiowanie, zdobywanie wiedzy, tytułów i wkurwianie się
regularnie na absurdy uczelnianej biurokracji. Ale, żeby nie było,
że jestem pasożytem, to jego dobre zarobki trochę wchodzą mi na
ambicję. Jadę na zleceniach branży fashion, gdzie większość
rzeczy robi się “do portfolio”.
Żyję nocami, co zaczyna mnie nieco
wkurzać. Tak jak choćby teraz. Piszę ten tekst chwilę przed 5
rano, nie zmrużyłam oka, bo spałam pół dnia odsypiając jeszcze
poprzednią noc. A za chwilę dobrze byłoby wstać.
Oczami wyobraźni widzę siebie jak te
panie z reklam płatków fitness czy innego musli. Wyskakujące z
wyra niczym młoda sarenka, jedzące pełnowartościowe, pożywne
śniadanie, mające czas na poranną jogę, by potem w nieskazitelnym
makijażu i nienagannej fryzurze pląsać po biurze w korpo w
idealnie dopasowanej garsonce. I jeszcze mieć power, żeby wieczorem
iść na wino ze znajomymi.
Nie. Ja za chwilę wstanę po
przespanym dniu, ale nieprzespanej nocy, będę próbowała ogarnąć
życie i burdel dookoła, po czym wbiję się w jakiś niewyprasowany
ciuch, świeżo zdjęty z suszarki, spakuje torbę i udam się w
podróż na uczelnię, tylko po to, żeby umierając z niewyspania
utwierdzić się w przekonaniu, że wykładowcy mają mnie za debila.
No ale wracając do mężowego
nerdostwa. Małż zasadniczo zarabia na życie stukając energicznie
w klawiaturę i chodząc na SPOTY. Nie wiem, czym są spoty, wiem
jedynie, że nigdy nie odbiera ode mnie telefonów i nigdy nie
odpisuje na smsy w najbardziej newralgicznych sytuacjach.
W pewnym momencie swojego życia
zapragnęłam nauczyć się fuchy męża. Idzie mi opornie, ale
idzie. Gdyby nie to, że jakaś praca magisterska na zupełnie inny
temat, kolokwia i takie tam, to pewnie po pół roku ślęczenia przy
monitorze coś bym ogarniała. A tak to jeszcze nie do końca
ogarniam.
Chociaż patrząc prawdzie w oczy –
gdybym chciała, mogłabym. Więcej, mocniej. Intensywniej.
Skuteczniej. Ale nie. Mój mąż jest nerdem. Fanem Pokemonów. I
mnie tym zaraził.
Tak więc ja, 26cio letnia kobieta,
marnuję swój cenny czas na ogarnianie tego, czy niezmordowany
Pikachu pokona wszystko, co stanie mu na drodze.
Jest mi żal samej siebie.
Błędne koło
Jak już zebrałam się w sobie, żeby unieść dupsko z fotela i wziąć się za konstruktywną fizyczną pracę w postaci machania szmatą, dostałam wiadomość od P.
- Impreza u X. dopiero po świetach. - Napisała. - Zdążę się wylaszczyć.
- No, ja chyba dzisiaj się wybiorę ja jakieś ćwiczenia, w końcu zabuliłam za karnet, szkoda byłoby nie wykorzystać.
- Idź, idź, mnie jest zawsze dobrze po ćwiczeniach.
- Endorfinki powysiłkowe jako sposób na frustrację seksualną? - Zażartowałam.
- A znasz lepsze?
- Masturbacja?
- A daj spokój. - Odpisała. - U mnie to takie błędne koło. Masturbacja powoduje jeszcze większą ochotę na seks, więc i frustracja rośnie. Po co mam wiecznie wkurwiona chodzić? :P
- Impreza u X. dopiero po świetach. - Napisała. - Zdążę się wylaszczyć.
- No, ja chyba dzisiaj się wybiorę ja jakieś ćwiczenia, w końcu zabuliłam za karnet, szkoda byłoby nie wykorzystać.
- Idź, idź, mnie jest zawsze dobrze po ćwiczeniach.
- Endorfinki powysiłkowe jako sposób na frustrację seksualną? - Zażartowałam.
- A znasz lepsze?
- Masturbacja?
- A daj spokój. - Odpisała. - U mnie to takie błędne koło. Masturbacja powoduje jeszcze większą ochotę na seks, więc i frustracja rośnie. Po co mam wiecznie wkurwiona chodzić? :P
Proste prawdy życiowe
Zabrzęczały i zapikały wszystkie
moje urządzenia połączone z Facebookiem. Zarzuciłam beznamiętne
machanie łyżką w celu przygotowania niskokalorycznego posiłku
warzywnego i otworzyłam klapę laptopa.
Przywitał mnie radosny potok słów od
P.:
- Chuj. Ja jebię, no. Kurwa mać.
- No hej, też cię kocham. Co tam? -
odpisałam.
- Normalnie, kurwa, krótki wiersz o
frustracji. Jak nie urok to sraczka. Dostałam list i izby, że mam
mieć te kursy doszkalające z prawa medycznego i innych pierdół w
połowie lipca i w połowie sierpnia. No po prostu jakiś debil to
wymyślał. Zajebisty pomysł jakiegoś patafiana, akurat gdy
chciałam jechać na urlop.
- Sorry bejbe, ale wydaje mi się, że za
dorosłego życia nie za bardzo masz mozliwość udania się na urlop
wtedy, kiedy akurat tobie to pasuje. Studia się skończyły.
Wylew żółci trwał. Następny w
kolejności był monolog o nowopoznanym facecie.
- Kurwa no. Dlaczego to ja mam zdobywać
faceta? Jestem atrakcyjną, niegłupią dziewczyną z dobrym
wykształceniem, gwarancją zatrudnienia, lubiącą seks, mającą
poczucie humoru, umiejącą gotować, sprzatać, kurwa, prać i
prasować. Chcę mieć dzieci. I zamierzam sama zarabiać na swoje
zachcianki. Od faceta wymagam, żeby był przedsiębiorczy,
inteligentny, miał poczucie humoru i żeby mnie, kurwa, kochał. Nie
pierdoła, nie mamisynek, nie ostatni-złamany-chuj. Czy to naprawdę
tak dużo?
- ...
- Po prostu poziom mojej frustracji sięga
zenitu. Brakuje mi poczucia, że będzie, kurwa, dobrze. Że nie
będzie tak, że wszystkie beznadziejne panienki będą żonami
swoich misiów i mamami swoich ukochanych dzieci, a ja nawet kurwa
kota nie będę miała.
- Chcesz przykrą, prosta życiową
prawdę, która większość życia bolała i mnie?
- No?
- Obie nie mamy długich blond włosów,
nóg do szyi i rozmiaru 36, a na domiar złego, jesteśmy
inteligentniejsze i zaradniejsze od wiekszości facetów, których
spotykamy na swojej drodze, co sprawia, że oni się nas po prostu
boją.
- Nie wszystko sprowadza się do długości
nóg. Wiem, że takim jest łatwiej, ale no kurwa...
- Naprawdę, dużo sie do tego sprowadza.
Wytłumacz mi zatem, po chuj zapisałam się na fitness, a ty
pokonujesz dziennie ileśtam kolometrów biegiem, regularnie chwaląc
mi się, ile schudłaś? Tak, tak, wiem, żeby czuć się dobrze w
swojej skórze. Ale czy na pewno?
Lura
- Tu można płacić kartą?
- To stołówka studencka, nie wymagaj
zbyt wiele.
- Kurwa no, bo ja całe życie z
plastikiem tylko.
- Nie dramatyzuj, pożyczę ci dychę,
więcej nie mam.
Kontemplując zawartość lodówki z
napojami, A. wybierała coś do picia. Jak zwykle nie mogła się
zdecydować. Ale czemu ja się dziwię, ona zawsze miała problem z
podejmowaniem jakichkolwiek decyzji.
Siorbnęłam kawę z plastikowego
przezroczystego kubka. Kawa. Obok kawy to może i kiedyś stało,
choć nawet co do tego mam wątpliwości. Czarna lura z ekspresu
przelewowego z dodatkiem zabielacza w proszku. Pamiętacie taki słoik
z granatową nakrętką i etykietą i białym napisem? Mnie kojarzy
się z okresem wczesnego dzieciństwa, kiedy to takowy stał w
szufladzie nauczycielskiego biurka mojej mamy i zawsze zastanawiałam
się, do czego służy ten biały proszek bez smaku. Po raz kolejny
postanowiłam, że wyposażę się w termos i będę przychodzić z
własną kawą.
Po dłuższej chwili A. wróciła z
butelką soku pomarańczowego.
- Chcesz? - zapytała.
- Nie, dzięki, irytują mnie te kawałki
miaższu.
Wiem, że jak są “kawałki
pomarańczy” to wydaje się, że jest lepiej, bardziej naturalnie.
Ale szerze - w dupie mam to, że jest naturalnie. Ma mi smakować, a
ja nie lubię, gdy w napoju coś pływa.
- To co tam? - spytałam.
- Chujowo.
- Acha. Czyli bez zmian.
Generalnie nasze spotkania od jakiegoś
czasu zaczynały się bardzo podobnie. U niej chujowo, u mnie w
zasadzie też, po czym zapadało dłuższe milczenie, bo każda z nas
zastanawiała sie od którego miejsca tej chujowości zacząć.
- No dobra, to mów co tam w pracy. -
spróbowałam zagaić bez lepszego pomysłu.
- Nooo... Nic się nie dzieje, stara.
Jest tak samo beznadziejnie, jak było. Nie robię nic nowego, stoję
w miejscu, nie chcą mnie zatrudnić, cały czas staż za psie
pieniądze.
- Ale masz świadomość, ze jakbyś
poszła pracować do księgarni, to wyciągnęłabyś tyle samo, a
może nie musiałabys wstawać o 5 rano?
- Wiem, ale co mi to da w życiorysie...
W sumie, kim byłam ja, zeby dawać
jakiekolwiek rady odnośnie życia i pracy. 25 lat na karku, 2
kierunki studiów w toku, dorywcze zlecenia, brak stałego dochodu,
zero perspektyw na przyszłość... Ona przynajmniej miała magistra
inżyniera i gówniany, bo gówniany, ale jednak staż i stałe
źródło comiesięcznych wpływów na konto.
Pociągęłam kolejny łyk napoju
kawopodobnego.
- Ale rozglądasz się za czymś nowym?
- Tak. - westchnęła smutno. - Ale póki
co nigdzie mnie nie chcą, bo nie mam doświadczenia. A trudno jest
zdobywać doświadczenie, gdy nigdzie nie chcą cię zatrudnić. I
tak się to koło zamyka. Byłam ostatnio na rozmowie, ale zbłaźniłam
się kompletnie. No co tu dużo mówić – zrobilam z siebie debila.
Więc nie mam raczej co liczyć na to, że oddzwonią z radosną
informacją “Witamy w zespole”.
Jak się później okazało, oddzwonili
i przywitali ją w zespole.
A ja próbuję zahaczyć się na
stanowisku, o którym nie mam bladego pojęcia. Taki lajf...
-
Subskrybuj:
Posty (Atom)
